Imiona dla psów

Najlepsze imiona dla psów. Wszystko o psach.

PRACA WĘCHOWA PSA

PRACA WĘCHOWA PSAPraca węchowa jest najciekawszą dziedziną współdziałania psa z człowiekiem, któremu daje możność rozszerzenia zakresu jego obserwacji z pomocą zmysłu powonienia zwierzęcia. Pies stanowi więc dla nas niejako narzędzie do obserwowania zjawisk natury, bardzo mało lub wcale nieuchwytnych przez nasze zmysły. Aby jednak posługiwać się skutecznie jakimś narzędziem, trzeba przedtem poznać jego strukturę i zasięg działania.
Pomijając teoretyczne zagadnienia świadomego przyjmowania wrażeń przez człowieka i psa, warto przypomnieć, że narządy zmysłów składają się z elementów stanowiących jak gdyby ogniwa odbierania podniet fizycznych i chemicznych ze środowiska zewnętrznego i przekazywania ich ośrodkowemu układowi nerwowemu. Pierwsze takie ogniwo stanowią zakończenia nerwów znajdujące się w błonie śluzowej jamy nosowej; drugie — nerwy węchowe przewodzące odebraną podnietę; trzecie — ośrodek węchowy w mózgu.
Badacze starali się ustalić stopień wrażliwości psiego nosa na poszczególne zapachy. Pies mianowicie obdarzony jest powonieniem wyczulonym na naturalne zapachy pochodzenia organicznego, zwłaszcza zwierzęcego. Mniej natomiast jest wrażliwy na zapachy pochodzenia nieorganicznego, tzw. zapachy chemiczne. I tak np„ Menzlowie podają, że na zapach krwi pies jest pięciokrotnie czulszy niż człowiek, który natomiast wykazuje dziesięciokrotnie większą czułość na zapach np. waniliny. Dalsze badania wykazały jednak, że przez odpowiednie ćwiczenia można uwrażliwić niejako psa na zapachy spoza sfery jego naturalnych zainteresowań. Tu przechodzimy do sedna zagadnienia.
Pies, pracując na śladach, wykonuje niewątpliwie wytężoną pracę .umysłową. Przewodnik powinien wyciągnąć z tego wniosek, że przy pracy węchowej nie wolno nigdy stosować wobec psa przymusu. Wiadomo, że groźbą można wymusić tylko wykonanie automatycznych prac fizycznych, natomiast przy samodzielnym myśleniu, wymagającym skupienia, wszelki strach, a więc działanie groźbami wpływa hamująco tak samo na człowieka, jak i na psa. Do samodzielnego myślenia — w danym razie do pracy węchowej — można ucznia nakłonić tylko przez zachęty i pobudzenie zainteresowań, a więc przez odpowiednie wychowanie.
Poza tym trzeba jeszcze zbadać, czy poszczególne zmysły dla psa nadają się do spełnienia wymaganych od niego zadań i czy nie istnieją jakieś szczególne przyczyny utrudniające w danej chwili pracę.
O badaniu węchu psa wspomniałem już w części pierwszej. Zachodzi jednak możliwość, że pies, obdarzony w zasadzie dobrym węchem, w danej chwili jest nie dysponowany wskutek nieżytu błony śluzowej nosa (tzw. katar), osłabienia nerwowego, zmęczenia fizycznego lub umysłowego (np. bardzo trudna praca na trudnym śladzie, zwłaszcza w okresie suszy). Może też być inna przyczyna, np. intensywna woń obca, tłumiąca zapach śladu czy wreszcie depresja psychiczna wywołana obawą przed zdenerwowanym przewodnikiem, nieznanym otoczeniem lub hałasem. Wszystkie te czynniki należy brać pod uwagę przy ćwiczeniach, w czasie których wymagamy od psa pracy węchowej.
Powtarzam przeto: zadaniem przewodnika jest budzenie w psie zainteresowania i takie stopniowanie ćwiczeń, by pies w miarę rozwiązywania coraz trudniejszych i bardziej skomplikowanych zadań węchowych nabierał doświadczeń. Nawet doskonale wyszkolonego ucznia należy możliwie często ćwiczyć nie tylko w praktyce łowieckiej lub śledczej, lecz także na tropie i śladzie sztucznym. Jedynie bowiem sztuczny ślad, którego przebieg jest znany, daje możność kontrolowania pracy psa i ewentualnego korygowania. Jeżeli przewodnik nic nie wie o przebiegu śledzonego tropu, nie może korygować psa według swego domysłu, który zwykle będzie mniej wiarygodny niż psi narząd węchu. Świat woni dla ludzi, żyjących w świecie kształtu i barwy, jest właściwie mało dostępny, a zatem rolę przewodnika obejmuje tu pies. Jeżeli więc nie jesteśmy zupełnie pewni swoich sądów — a pewność można mieć tylko w zamkniętym polu doświadczalnym — lepiej nie wtrącać się, do pracy, węchowej psa, tak jak daltonista nie jest w stanie wypowiedzieć się i na temat odcieni różnych kolorów.
I    Zdolności psów do rozpoznawania zapachu zwierząt, ludzi, i przedmiotów lub śladów mają rozliczne zastosowania. Pracę węchową psa można podzielić na dwie odmienne specjalności — pracę na tropie zwierzyny i pracę na śladzie ludzkim. Nauka pierwszej z nich,  zgodna z naturalnym zainteresowaniem psa, jest łatwiejsza, zarówno i dla zwierzęcia, jak też dla jego przewodnika i towarzysza polowań. Wystarczy uświadomić sobie, że pies pierwotny żył wyłącznie z łupu, który znajdował nosem, a całe pokolenia psów udomowionych doskonaliły swój węch bądź to polując w towarzystwie człowieka, bądź uprawiając samodzielne kłusownictwo.

CIĘTOŚĆ PSA

CIĘTOŚĆ PSACecha ta jest każdemu psu wrodzona w mniejszym lub większym stopniu, zależnie od rasy, a nawet indywidualnych skłonności.
Ponieważ większość myśliwych ma w tej dziedzinie swoje własne doświadczenia, nadmienię tylko, że prawdziwej ciętości można oczekiwać jedynie od psa dorosłego. Poza tym trzeba stopniować wymagania i tak dobierać po kolei przeciwników, by pies zawsze wychodził z pierwszych bojów zwycięsko. Bolesna porażka poniesiona w młodości może psa nabawić strachu na długi czas. Psy miękkie czują się najlepiej w towarzystwie doświadczonych wygów bojowych. Trzeba jednak unikać łączenia w pracy psów obcych albo zazdrosnych o dostęp do drapieżnika, może bowiem się wydarzyć, że mistrz pokona nie tylko drapieżnika lecz w zapale bojowym rzuci się na nowicjusza, którego miał uczyć.
Jakkolwiek psy naprawdę cięte i nieustraszone konieczne są dla osób zajmujących się zawodowo łowiectwem, to jednak w rękach amatora polującego dorywczo mniej cięty wyżeł czy płochacz, osaczający szkodnika łowieckiego tylko szczekaniem, może również zadowalająco spełniać swoje zadanie.
Nieodzowna natomiast jest ciętość u dzikarza.

Szperanie przez psa

Szperanie przez psaForma szperania polega na tym, że psa pozostawia się w jakimś miejscu na rozkaz „zostań!” i obchodzi miot2, a po pewnym czasie daje się mu sygnał gwizdkiem, by szperał, rewirując W kierunku myśliwego. Przygotowawczym ćwiczeniem do tej pracy jest nauka zostawania. Potem przyzwyczajamy psa do szukania (jak przy buszowaniu) na sygnał dany gwizdkiem. Sygnał ten musi być odmienny od przywołującego. Początkowo zaczynamy ćwiczenia w polu upraw okopowych. Psa pozostawiamy po jednej stronie pola pod wiatr. Sami okrążamy pole i stajemy dość daleko od psa, w takim miejscu, gdzie możemy oczekiwać najkorzystniejszej okazji do strzału skierowanego na wymykającą się zwierzynę. Następnie sygnalizujemy słowem „szukajl”.
Dalsze ćwiczenia przenosimy do młodnika, a w końcu do gąszczy zupełnie dla nas nieprzejrzysych, w których pies musi pracować bez nadzoru i kontroli. Jeśli polowanie zostanie kilkakrotnie uwieńczone rezultatem, znaczy to że pies nabrał doświadczenia.
Sprawa szperania, tak stosunkowo prosta w opisie, w praktyce nieraz się komplikuje. Przy nauce nie wolno stosować żadnego przymusu, aby nie powstało u psa skojarzenie szperania z przykrością. Należy natomiast chwalić psa po każdym wyczynie, zachęcając do szukania przyjaznym nawoływaniem, a w razie zbyt nerwowej pracy lub okazywania zainteresowania się zwierzyną, na którą nie chcemy polować, łagodnie uspokajać.
Opis ten jest oczywiście schematyczny; wskazuje tylko cel nauki, gdyż każdy doświadczony myśliwy wie, że zwierzyna mająca swe stałe odwieczne przesmyki nie zmienia kierunku ucieczki pod wpływem buszującego psa. Należy przeto zarówno w czasie nauki psa, jak i na rzeczywistym polowaniu pamiętać o naturalnych warunkach łowiska, ktpre trzeba znać. Szkolenie psa myśliwskiego, to nie musztra na placu ćwiczeń, gdzie można z góry przewidzieć bieg wypadków. Dobre wyniki w jego szkoleniu osiągnie tylko ten, kto oprócz znajomości psychiki psa posiada kunszt łowiecki.
Przed przystąpieniem do tych ćwiczeń pies musi bezwzględnie być wychowany w karności, niezawodnie warować na sygnał głosowy, optyczny lub na strzał, pewnie aportować na rozkaz, tzn. nie rzucać się na zwierzynę bezpośrednio po strzale. Dlatego do szperania używa się psa już wychowanego, który co najmniej w ciągu jednego roku miał dużo sposobności do nabycia praktyki w buszowaniu, w polu lub przejrzystych zaroślach.
Trzecim pożytkiem z płochacza może być pełnienie przezeń czynności naganiacza. Zadanie to spełnia doskonale. Kilka dobrze wypraktykowanych płochaczy pod przewodnictwem odpowiednio przygotowanego myśliwego może z powodzeniem zastąpić nagankę. Nawet lepiej niż naganka potrafią one wyszperać we wszystkich gąszczach zwierzynę, która przed ich węchem nie może się ukryć ani przyczaić. Ponadto płochacz nie boi się podrapania przez maliniaki lub zabłocenia w moczarach. Odda też nieocenione usługi przy szukaniu postrzałków.
Po wyszkoleniu psa jednym z wymienionych sposobów i dłuższym okresie praktyki, gdy spełnia on swe zadanie doskonale, można przystąpić do szkolenia drugim sposobem, przy czym lepiej jest stosować metodę pierwszą po drugiej lub drugą po pierwszej niż którąś z nich w połączeniu z trzecią.
Szperacz—naganiacz jest raczej pomocnikiem naganiacza i nie współpracuje bezpośrednio z myśliwym. Szperacz szkolony według metody pierwszej lub drugiej albo według obu może służyć po polowaniu do szukania postrzałków, lecz nie należy go używać do nacjanki, W obu tych metodach chodzi mianowicie o nauczenie psa, by naganiał zwierzynę na pana. Przy stosowaniu metody trzeciej myśliwych jest zwykle więcej, a przewodnik albo w ogóle nie strzela, albo tylko okazyjnie; zadaniem psa nie jest naganianie zwierzyny na przewodnika, lecz sprzed niego na linię strzelców.
Warto jeszcze wspomnieć, że o ile w metodzie pierwszej i drugiej maść spaniela lub innego płochacza jest obojętna, o tyle spaniele zastępujące czy uzupełniające nagankę powinny być umasz-czone jasno (biało-czarne lub biało-brązowe, z dużą przewagą białego), aby uniknąć nieszczęśliwych pomyłek, które przy większej liczbie nie zawsze doskonałych strzelców i doświadczonych myśliwych mogłyby się zdarzyć.
Wreszcie płochacza można wyspecjalizować w buszówce czy szperaniu w ten sposób, że strzela się wyłącznie do jednego gatunku zwierzyny. U psa powstaje wtedy właściwe skojarzenie szukania i gonienia danej zwierzyny ze zdobyciem łupu. Wątpię jednak, by ktokolwiek chciał tak dalece specjalizować siebie i psa, skoro urok buszowania polega właśnie na różnorodności wypłaszanej z podszycia zwierzyny zarówno pożytecznej, jak i drapieżnej. Jedynie tylko w interesie spokoju w rewirze trzeba odwoływać płochacza, gdy goni za sarną, którą zawsze z reguły strzelać będziemy z zasiadki, podjazdu czy na upatrzonego. Należy więc obrzydzić płochaczowi interesowanie się zdrowymi sarnami, a nawet postrzelonymi, jeśli rozporządzamy posokowcem do tropienia za farbą .
wiskach o obfitym stanie dzików używano sfory większych psów. nie zwracając uwagi ani na ich rasę, ani nawet na wyrównanie sfory. Obecnie coraz częściej używa się ogarów krótkonożnych lub terierów myśliwskich.
Uważam, że teriery są najodpowiedniejsze, gdyż zarówno ich ciętość, jak i wytrzymałość oraz praktyczna , szorstka sierść, a także niewielki wzrost kwalifikuje je do tej służby. Małego psa dzik nie bierze zbyt serio, pościg więc nie odbywa się w nazbyt ostrym tempie, a zwinne i lekkie pieski mniej są narażone na ciosy szabli odyńca. Dobierać należy oczywiście psa typu użytkowego o dobrym temperamencie bojowym. Częste ćwiczenie ich na posoce oraz częsta praktyka dają dobre wyniki. Szkolenia prawie nie potrzeba, rola myśliwego lub psiarka ogranicza się do rozwijania instynktu.
Tu należałoby powtórzyć radę doświadczonych myśliwych, że najbardziej celowe jest posługiwanie się tylko jednym doświadczonym psem-dzikarzem. Dzik czy wataha nie ucieka wówczas zbyt szybko, a pracujący w pojedynkę pies nie atakuje na oślep. Para lub liczniejsza złaja1 psów goniąca zwierzynę roznamiętnia się w konkurencji i jest przy tym mniej rozważna, przez co łatwiej może paść ofiarą broniącego się odyńca.

Naganianie przez psa

Naganianie przez psaOpiszę najpierw sposób zwany „naganianiem przyduktowym. Pies wchodzi w gąszcz i szpera w nim, postępując równocześnie z myśliwym, który kroczy wzdłuż duktu1. Przy pierwszych ćwiczeniach wybieramy drągówinę lub młodnik, na tyle przejrzysty, by móc kontrolować pracę psa. Początkowo pies często powraca, lecz wtedy należy go zawsze odsyłać do lasu, zachęcając hasłem „naprzód! — szukaj!”. Jeżeli uda mu się wypłoszyć zwierzynę na strzał myśliwego, wkrótce zorientuje się, o co chodzi.
W przeszukiwanym gąszczu jeden lub kilku naganiaczy, pomocników przeciska się cicho i spokojnie przez zarośla, ruszając zwierzynę w kierunku psa szperacza. Pies zaczyna ją gonić i oszczekiwać. Gdy pogoń skieruje się na nagankę, wówczas naganiacze przy użyciu długiego bata czy procy odpędzają psa, nie pozwalając mu na oddalenie się od duktu, ani przechodzenie na drugą stronę. Jeżeli pogoń odbywa się w kierunku myśliwego, pomocnicy wstrzymują się od wszelkich uwag i zachowują jak najciszej, a myśliwy stara sic; ustrzelić zwierzynę. W ten sposób pies prędko nabiera doświadczenia, że gonienie na myśliwego jest skuteczne, a więc przyjemne, natomiast gonienie w przeciwnym kierunku nie daje łupu i może być przykre^ Dlatego nie wolno pomocnikom strzelać, a linia, po której postępują, powinna być dość odległa. Nie wolno im w ogóle zwracać uwagi dla psa na siebie, a zwłaszcza na spostrzeżoną zwierzynę W przeciwnym razie u młodego psa może powstać skojarzenie tego rodzaju, że naganka wskazuje mu zwierzynę; nie będzie zatem szukał jej sam, lecz czekał sygnału. Naganka jest tylko pomocą w nauce psa i z czasem liczba pomocników powinna zmaleć do zera. a zwierzyna w tym wypadku jest nie celem łowów, lecz środkiem: nauki.

PŁOCHACZ

 PŁOCHACZOd wyżła wymaga się właściwie rzeczy sprzecznych z, jego naturą. Żąda się, by wystawiał zwierzynę, tj. zatrzymywał się w postawie gotowości i nie wykonywał ataku. Inaczej przedstawia się sprawa z płochaczem, którego praca oparta jest na instynkcie wyszukiwania zwierzyny dla polującego równocześnie współtowarzysza sfory.   Buszowanie polega na tym, że pies,w zasięgu strzału, a więc blisko przed myśliwym, przeszukuje zarośla lub-kartofliska i wypłasza zwierzynę, goniąc za nią na krótki dystans. Jeśli do buszowania używamy wyżła typu wszechstronnego, będzie on i. w zaroślach wystawiał. Można wtedy, podobnie jak w, polu, samemu wy
płoszyć zwierzynę lub przez danie psu hasła „rusz!” nakłonię, go do płoszenia. Ćwiczenie to z wyżłem należy przerabiać dopiero w drugim lub trzecim polu, gdy pies już całkowicie opanował pracę polową. W każdym razie wyżeł nie powinien „ruszać” beznrozkazuwydanego przez pana. Płochacze właściwie z reguły nie wystawiają. Jeśli jednak trafi się taki, który „markuje zwierzynę krotką stójką, należy go chwalić za to i zachęcać, by spokojnie „dostał”, a po chwili dopiero dawać hasło „rusz!”. Wpływ przewodnika ogranicza się zwykle do tego, by utrzymać psa „w ręce”, tzn. by nie pozwolić mu na zbyt dalekie — poza zasięg strzału — szukanie i ściganie zwierzyny oraz by go przyzwyczaić do warowania w każdym miejscu na rozkaz lub strzał.
Zadanie to jest tak zgodne z charakterem psa, że każdy płochacz (spaniel, jamnik czy większość terierów) pojmuje je w lot. Trzeba tylko, aby miał okazję do częstej praktyki w rewirze, gdzie znajduje się dostatecznie dużo zwierzyny, a tym samym nabrał pewności, że rezultatem szukania jest znalezienie wspólnego łupu.
Po strzale pies powinien warować lub co najmniej zatrzymać się albo wrócić do pana (zależnie od stałych wymagań) i na rozkaz (nie wcześniej!) przynieść postrzałka (ewentualnie po wypracowaniu śladu). Płochacz powinien posługiwać się dolnym wiatrem i nie pracować zbyt prędko. Nie znaczy to jednak, by miał myszkować w każdej bruździe, wywąchując wszystkie stare ślady czy opuszczone legowiska. Pies z dobrym węchem wkrótce nauczy się odróżniać stare ślady od świeżych.
Przy buszowaniu pies powinien zasadniczo pracować cicho, ale dopuszczalne jest, a w podszyciu nawet pożądane, by na widok ruszonej przez niego zwierzyny „dał głos”. Nie wolno jednak dopuścić do tego, by gonił zwierzynę głosem jak ogar w długim pościgu. Buszówka z płochaczem jest typem polowania, które przeciętnemu myśliwemu daje najwięcej zadowolenia, gdyż może się odbywać w każdym terenie i o każdej porze z psem nie wymagającym tak precyzyjnego układania jak wyżeł.
Spośród psów myśliwskich spaniel, ze swymi walorami przemiłego towarzysza domowego i dobrego psa myśliwskiego, mający średni wzrost (wygodny w podróży), powinien zdobyć sobie znacznie większą popularność u myśliwych, szczególnie niezawodowych. Znam za granicą doskonałych hodowców, którzy używają pointerów tylko do polowań na kuropatwy, a spaniela trzymają jako uniwersalnego towarzysza łowów na co dzień i na wszelką zwierzynę. Oczywiście trzeba spanielowi dać sposobność do częstych ćwiczeń.
Szperanie oparte jest w zasadzie na tych samych instynktach co buszowanie, z tą tylko różnicą, że ile przy buszowaniu przewodnik współpracuje z psem i kieruje nim, o tyle przy szperaniu zostawia psu prawie zupełną swobodę i oczekuje samodzielnej pracy. Szperania wymaga się od psa pośród zarośli i chaszczy, dokąd myśliwy bądź w ogóle nie może wejść, bądź nie dochodzi do strzału z powodu nieprzejrzystości terenu. W takie miejsca posyła się psa, aby ukrytą tam zwierzynę starannie wyszukał i oszczekując pędził ją myśliwemu na strzał. Można wymagać, by pies szperał na różne sposoby. Nie można jednak równocześnie uczyć go tych różnych sposobów, lecz zdecydować się na jeden z nich.

Szkolenie psów

Szkolenie psówNa psa trzeba oddziaływać uspokajająco swoim zachowaniem, i przemawianiem, wstrzymywać się od korygowania domniemanych i jego błędów i raczej zaufać psiemu węchowi niż swoim niedokładnym obserwacjom. Dopiero gdy kuropatwa znajdzie się w naszym, polu widzenia, zwalniamy psa z otoku, powtarzając hasło „szukaj, gdzie zguba? aport!” bez wskazywania ruchem lub słowem postrzałka, którego pies może jeszcze nie spostrzegł. Pies powinien szukać nosem, a nie wzrokiem. Na pierwszych lekcjach trzeba dbać w miarę możności o to, by w pobliżu spadłej kuropatwy nie było innej zwierzyny, która by mogła przeszkodzić psu w szukaniu. Dlatego najlepiej jest strzelać pojedyncze sztuki, które odbiły się od stada. Szukanie bowiem wśród krzyżujących się śladów całego stada kur bardzo utrudnia pracę. Zresztą pies przedtem już powinien być przygotowany do szukania na sztucznym tropie .
Starszy, doświadczony pies doskonale odróżnia trop zwierzyny rannej od zdrowej i nie przestaje ścigać postrzałka nawet na widok uciekającej zdrowej zwierzyny. Dlatego więc pogonie za zającem, choć może irytujące dla przewodnika, nie są zbyt szkodliwe, gdyż w końcu pies przekona się o ich bezcelowości, zachowując: pasję do tropienia zwierzyny rannej.
W ten sposób wyczerpałem w ogólnych zarysach naukę psa. w pierwszym polu.
Drugie pole. W drugim polu, gdy pies ma już poza sobą praktykę polowań jednego sezonu, nie wymagamy, by warował: przed zwierzyną, lecz w chwili wystawiania podchodzimy doń z boku i staramy się utrzymać go jak najdłużej w stójce, po czym sami ruszamy zwierzynę. Można też zrezygnować z rozkazu warowania na strzał, jeśli pies w dalszym ciągu stoi w miejscu, nie zrywając: się za ruszoną lub strzeloną zwierzyną. W razie niepokoju psa osadzamy go hasłem „waruj!”.
Jeżeli kury wyciekają (uchodzą) bruzdą, pies powinien wolno ciągnąć za nimi, co zapewniamy postępując obok psa i temperując go nowym hasłem „woolno” (hasło „naprzód!” było zachętą do szybkiego wybiegania).
Już w pierwszym polu można od czasu do czasu odwoływać dla psa wystawiającego lub warującego przed zwierzyną, bez ruszania jej i strzelania. Nie należy tego stosować na początku, by nie wprowadzać go w błąd, że się go odwołuje od zwierzyny. W drugim polu, gdy pies już po kilku co najmniej dniach ćwiczeń przypomniał sobie zeszłoroczną naukę i znów jest w formie, można przejść do nauczania dalszych finezji pracy polowej.
Gdy pies ciągnie za kuropatwami uchodzącymi wzdłuż bruzdy, odwołujemy go spokojnie i cofając się trochę, obchodzimy ptaki łukiem, w miarę możności pod wiatr, wysyłając wyżła ponownie naprzód. W ten sposób osaczone kury napotkają znów swego prześladowcę, tym razem przed sobą. Po częstszym powtarzaniu-tego manewru pojętny wyżej będzie osaczał cieknące kury przez zabieganie im drogi. Niektóre psy uczą się tego bardzo prędko, inne po dłuższym czasie, inne wreszcie nigdy tej sztuki nie opanują.  Powyższy program rozłożyłem na dwa sezony, uwzględniając przeciętne psy i przeciętnych przewodników w średnim łowisku. Mając wyżła wyjątkowo zdolnego, z dobrego gniazda dysponując łowiskiem obfitującym w zwierzynę i poświęcając wiele czasu na naukę, można przy odpowiednim talencie nauczyciela.przejść cały ten program w ciągu jednego roku; jeśli wiosną zacznie się metodyczną naukę, można w końcu sezonu rozpocząć polowanie z doskonale ułożonym psem. Konieczną jednak rzeczą jest dostarczyć; psu jak najwięcej okazji do praktycznego wykonywania zadań łowieckich, w przeciwnym razie najlepiej nawet przeszkolony wyżeł straci swe zalety.

Pies łowczy

Pies łowczyDo upatrzonego łowiska podchodzimy pod wiatr i zaczynając od środka bocznej granicy pola, wysyłamy wyżła hasłem „naprzód!”— „szukaj!” w prawo lub w lewo, a więc tak, by pies miał wiatr mniej więcej boczny i ewentualnie biegł mniej więcej równolegle z bruzdami. Gdy pole jest niezbyt szerokie, pozwalamy psu przebiec je do końca, przy czym sygnałem ,,rewir!” zwracamy go w odwrotnym kierunku, tak by przemierzał pole linią zygzakowatą. Jeśli zagony są szersze, dzielimy teren w ten sposób, by pies przebiegając w prawo i jiewo 60—100 kroków od nas mógł przeszukać pole w dwu lub więcej nawrotach. Należy unikać zbytniego hamowania psa i zezwolić mu raczej na większą swobodę ruchu i stylowy galop, niż doprowadzić do plątania się pod naszymi nogami.
Wcześniej czy później wyżeł zwietrzy kuropatwy i zamarkuje to stójką. Należy wtedy zawołać ,,waruj” i spokojnie podejść z boku. Co prawda, później będziemy żądać od niego „wystawiania”, czyli „stójki”, a nie warowania, ale w pierwszym sezonie (a jeśli wyżeł jest wyjątkowo pojętny i karny — przynajmniej w pierwszych tygodniach) należy bezwzględnie wymagać warowania. W ten sposób utrzyma się psa w karności i uniknie się wypłaszania przez niego zwierzyny.
Jeżeli pies nie posłucha rozkazu „waruj!” i pogoni zrywające się kuropatwy lub pomykającego zająca, nie okazujemy żadnego niezadowolenia. Poczekawszy aż wróci, witamy go spokojnie, przerywając ćwiczenia polowe, by następnie przez parę dni przerobić energicznie naukę warowania w terenie pozbawionym zwierzyny, gdyż widocznie nie utrwalił się jeszcze u psa odruch warowania.
Jeżeli pies ma w przyszłości służyć wyłącznie do wystawiania i aportowania ptactwa, można go oduczyć gonienia zajęcy przez zastosowanie ostrzejszych środków (patrz rozdz. „Odzwyczajenie od narowów”) także w czasie nauki w polu. Pogoń taka skojarzy się wtedy trwale z przykrością, a o to właśnie chodzi.
Gdyby jednak wyżeł miał być psem wszechstronnym, a myśliwy zamierzał tym samym wymagać od niego nabycia umiejętności wytrwałego gonienia i aportowania postrzelonych zajęcy, nie można dopuścić do tęgo, aby woń czy widok zająca skojarzył się u niego z bólem. W interesie łowiectwa należałoby zresztą polowanie na zające ograniczyć dro naganek i następującego po nich obszukiwania terenu z płochaczem lub aporterem.
JeSM chcemy polować na ptactwo, używając do pomocy aportera, można zaprawiać wyżła do bardziej stylowej pracy, gdy uwaga jego nie będźie w niczym absorbowana przez zwierzyną czworonożną.
Do psa wystawiającego lub warującego przed zwierzyną podchodzimy spokojnie z boku, a nie z tyłu, gdyż to mogłoby go zachęcić do posunięcia się naprzód. Następnie ruszamy, pilnując, by pies zatrzymał się przed zwierzyną w pozycji „waruj”. Jeżeli pies zachował się należycie, chwalimy go i po wydaniu hasła „naprzód!” idziemy dalej..
Gdy pies wystawia lub markuje skowronka, jeża lub inną nie-lowną zwierzynę, karcimy go głosem i odwołujemy do siebie, po czym odsyłamy do dalszego rewirowania. Po dalszych ćwiczeniach, powtarzanych przez szereg dni, od czasu do czasu strzelamy pustymi nabojami. Pies warujący powinien zachować swą pozycję, a re-wirujący — na odgłos strzału warować.
leśli pies nie reaguje momentalnie na strzał, powtarzamy ćwiczenie warowania w ten sposób, że pomocnik strzela, a przewodnik, postępujący tuż za psem, powtarza równocześnie hasło „waruj!” i zarazem zadaje zwierzęciu cios, zmuszając je do warowania. Ćwiczenie to jest bardzo ważne, zapobiega bowiem wadliwemu skojarzeniu odgłosu strzału z hasłem natychmiastowego aportowania postrzałka.
Po przerobieniu przytoczonego programu przechodzimy do pierwszych ćwiczeń praktycznych z chwilą, gdy zacznie się sezon łowiecki. Ponieważ celem jest na razie nauka psa, a nie polowanie, przewodnik sam strzela jak najmniej; wyręcza go w tym pomocnik, który powinien dobrze strzelać, ale wyłącznie na polecenie przewodnika psa. Na pomocnika najlepiej dobrać kogoś z personelu łowieckiego, gdyż trudno stawiać takie wymagania zaproszonemu gościowi, chyba że się mu ofianaje w zamian podobną przysługę.. W czasie nauki nie wolno prowadzić w tym samym polu drugiego dla psa, choćby najlepiej ułożonego,, a tym mniej szkolić dwa psy równocześnie.
Gdy pies waruje przed zwierzyną, przewodnik lub lepiej pomocnik strzela kuropatwę ruszoną przez jednego z nich. Przewodnik pilnuje, by pies pozostał w pozycji warowania. Pierwsze strzały powinny być bezwzględnie pewne, aby uniknąć postrzałków. Odczekawszy chwilę po strzale, przewodnik zwalnia wyżła wszechstronnego z warowania hasłem „aport!” i wskazuje kierunek, w jakim powinien szukać kuropatwy. Polując z psem nieaportującym podnosi sam postrzałka lub posyła po niego pomocnika czy też aportera, następnie puszcza wyżła na dalsze poszukiwania kuropatw w sposób już opisany.
Od czasu do czasu, dla podkreślenia, że strzał sam przez się nie jest jeszcze sygnałem do aportowania, strzelamy pustymi nabojami lub podnosimy kuropatwy nie wysyłając po. nie psa. Poprzednio kładłem nacisk na to, by w pierwszych dniach nauki ze strzelaniem wszystkie strzały były celne. W dalszych lekcjach można już; zaryzykować mniej pewne strzały. Uchodzące postrzałki wykorzystujemy do nauki pracowania na śladzie. W tym celu przywołujemy do siebie warującego psa, bierzemy go za otok, prowadzimy na miejsce, gdzie kuropatwa spadła, i dajemy hasło „szukaj, gdzie zguba?”, po czym postępujemy jak w rozdziale „Psy myśliwskie”.

PIES POLOWY

 PIES POLOWYZasadnicza praca wyżła — „wystawianie” lub inaczej „stójka” jest właściwie sprzeczna z instynktem popychającym psa do pościgu i chwytania zwierzyny, Pomijając drogi, jakimi hodowla doszła do tego rezultatu, należy stwierdzić, że wszystkie dzisiejsze wyżły, zarówno angielskie, jak i kontynentalne, mają wrodzoną zdolność wystawiania zwierzyny. Dalszym celem hodowli powinna być selekcja osobników wykazujących najczulszy węch oraz najlepsze cechy wyżła. Celem zaś wychowania i szkolenia powinno być rozbudzenie instynktów i pokierowanie nimi odpowiednio do potrzeb łowieckich.
Naukę w polu zaczynamy z psem, który wykazuje co najmniej zadowalające postępy w warowaniu i przeszedł już podstawowe przeszkolenie w karności. Oba te ćwiczenia będziemy utrwalać . w czasie nauki, jednakże z umiarkowaniem, aby nie stłumić u wyżła jego predyspozycji do przeszukiwania pola. Jeśli pies ma być wszechstronny, czego oczekujemy od wszystkich wyżłów kontynentalnych, należy przed przystąpieniem do ćwiczeń polowych przeszkolić go także w aportowaniu. Jeżeli zwolnimy wyżła od tego obowiązku, dodając mu do pomocy aportera,  musimy zmodyfikować naukę w ten sposób, że na sygnał rewirowania, odmienny od innych , sami biegniemy naprzód w zakosy, na zmianę — w prawo i w lewo, skracając w miarę postępów psa własną drogę, którą później tylko markujemy krokami, aż wreszcie pies zacznie reagować na samo skinienie.
Rola przewodnika w ćwiczeniu wyżła angielskiego, a zwłaszcza pointera, powinna się ograniczać do odbywania z psem możliwie częstej praktyki i poprawiania ewentualnych błędów. Należy jednak tu zastrzec, że wyżły angielskie są nerwowe i nie znoszą ostrego przymusu. W ogóle trzeba pamiętać, że o ile łatwo jest zgasić wrodzony temperament dla psa brutalnym postępowaniem, o tyie niezmiernie trudno jest rozbudzić nie istniejący lub zgaszony temperament. Im wrażliwszy pies, tym bardziej przewodnik powinien być opanowany, by niewłaściwym zachowaniem nie zgasić instynktów psa potrzebnych w łowiectwie.
Naukę zaczyna się przed sezonem polowań (dla psów z miotów jesiennych — już na wiosnę), by w odpowiednim czasie móc użyć psa w praktyce. Rozpoczęcie nauki przed otwarciem sezonu łowieckiego ma swoje uzasadnienie również w tym, że wyrośnięte i ostrzelane kuropatwy zrywają się bardzo wcześnie do lotu, zanim młody pies w ogóle dojdzie do stójki. Nauka w czasie samego polowania nie daje dobrych wyników, ponieważ wtedy myśliwy ze zrozumiałych względów nie może skupić całej uwagi na wychowaniu psa.
Nie trzeba zapominać, że przewodnik układający wyżła powinien być dobrym myśliwym, opanowanym strzelcem i zdolnym do opanowania własnych niepożądanych odruchów w każdej sytuacji, aby jego zły stan psychiczny nie udzielał się psu, który jest niezmiernie czułym odbiorcą.
Dobre wyniki można osiągnąć tylko w Łowisku na tyle obsadzonym zwierzyną, żeby pies mógł ją rzeczywiście często znajdować. W początkach nauki należy wybierać dni i pory dnia, gdy kuropatwy dobrze leżą.
Ćwiczenia wstępne. Do wstępnych ćwiczeń wyszukujemy teren pozbawiony wysokich zarośli, abyśmy mieli możność
stałego obserwowania psa. Nie nadają się do tego duże pola okopowych dające kuropatwom okazję do dalekiego wyciekania (uchodzenia) bruzdą. Najlepsze są pola średnie lub szereg drobnych poletek chłopskich, gdzie bruzdy przebiegają prostopadle do wiatru panującego w chwili ćwiczeń. Ćwicząc na znanym sobie łowisku, przewodnik będzie wiedział, w jakiej części rewiru znajdzie w danym dniu sprzyjające warunki. Na terenach obcych można zasięgnąć rady u miejscowego personelu łowieckiego lub innych osób dobrze znających okolicę.

REWIROWANIE PSA

REWIROWANIE PSA,,Rewirowaniem” nazywamy czynność polegającą na tym, że pies przebiega pole przed przewodnikiem w zakosy z lewej na prawą i na odwrót. Przewodnik zaś posuwa się po przekątnej lub linii prostej, równolegle i mniej więcej w środku między bocznymi granicami wyznaczonego pola. Rewirowanie jest tym lepsze, im dokładniej pies penetruje pole zakosami, unikając pętli i nawrotów, w czasie których mógłby ominąć właśnie jakieś miejsce, gdzie zwierzyna lub zguba może się znajdować.
Zależnie od rasy psa i charakteru zadania wymaga się pracy ,,górnym” lub „dolnym” wiatrem.
Ćwiczenie to nie jest celem samym w sobie, lecz przygotowuje psa do lepszego szukania zwierzyny, zguby, przestępców lub osób podejrzanych, Rewirowanie w terenie, gdzie niczego nie można znaleźć, uważam za niecelowe. Ponieważ rewirowanie jest połączone z szukaniem, w czasie nauki nigdy nie można stosować przykrych bodźców. Szukanie może być tylko wynikiem pobudzania instynktu pogoni za łupem, wszelki przymus zaś działa deprymująco, a tym samym tłumi instynktowny odruch.
Podają jako curiosum ćwiczenie rewirowania, które odbywało się w ten sposób, że pies chodził na długiej lince — przewodzie o niskim napięciu. Przewodnik zadawał psu przykrość przez włączanie prądu elektrycznego z chwilą, gdy pies zbaczał z właściwego kierunku, a wyłączał prąd, gdy kierunek był zachowany. Tak szkolony pies niewątpliwie przebiegał pole w idealnie równych zakosach i na oko rewirował doskonale, lecz na pewno znajdował się w takiej depresji psychicznej, że nie mógł mieć predyspozycji do spełnienia głównego zadania, jakiemu ma służyć rewirowanie.
Rewirowania można nauczyć dopiero wtedy, gdy pies jest już zupełnie karny, ma pasję do szukania zguby i na rozkaz swobodnie wybiega naprzód. Pierwsze ćwiczenia przeprowadza się na łące lub polu, gdzie w miejscach dobrze znanych przewodnikowi zostały ukryte jakieś przedmioty (zależnie od specjalności psa — zwierzyna lub „zguba”).
Wkraczając na pole, dajemy sygnał „naprzód!” — „szukaj!” w połączeniu z dźwiękiem gwizdka lub hasłem np. „rewir”. Równocześnie idziemy przyspieszonym krokim na ukos w prawo z wyciągniętą prawą ręką w kierunku ukrytego przedmiotu. Pies zapewne pobiegnie naprzód i podejmie aport, który odbieramy według ustalonych prawideł i chwalimy wychowanka. W chwilę potem powtarzamy sygnał, zmieniając jednak kierunek; teraz manewr odbywa się w lewą stronę, z wyciągniętą lewą ręką. I tak na przemian, aby pies szedł we wskazanym kierunku raz w prawo, raz w lewo. Odległości między aportami powinny być coraz większe.
Sygnał „rewir” daje się specjalnym gwizdnięciem, różnym od innych sygnałów, dzięki, czemu u psa utrwala się skojarzenie dźwięku z następującym po nim wyciągnięciem ręki pana. Należy uważać, by pies nie brał tego sygnału za równoznaczny z przywołaniem. Z chwilą więc, gdy pies obejrzy się na nas i bez powracania skieruje się we właściwą stronę, chwalimy go. Na ewentualne przybieganie nie reagujemy kata ani ostrym „fe”, lecz innym przeczeniem -w łagodnym tonie, np. „nie!”, i biegniemy z wyciągniętą ręką w kierunku schowanego przedmiotu, powtarzając sygnał poprzedni, po kilku próbach pies wykonuje zadanie bezbłędnie.
Przed przystąpieniem do ćwiczenia z psem myśliwskim polecamy pomocnikowi zbadać cały teren i porozkładać w umówionych miejscach przygotowaną martwą zwierzynę, a jednocześnie wypłaszać zwierzynę żywą. Przewodnik nie powinien polować w obecności psa, gdy uczy go rewirowania. W łowisku zawsze istnieje duże prawdopodobieństwo, że pies wcześniej wyczuje ustrzeloną zwierzynę nosem, niż pań. mu ją wskaże, lub co gorsze więcej go zainteresuje zwierzyna żywa, niezauważona przez pana, niż możliwość znalezienia martwej. Dlatego przy nauce przewodnik musi z góry przewidzieć taką ewentualność i wyeliminować wszystkie niespodzianki^ a własną uwagę skoncentrować jedynie na pracy psa i ewentualnym korygowaniu go.- Temu celowi musi być podporządkowane samo polowanie i jego wyniki. Tylko bowiem w ten sposób można dobrze przygotować psa do przyszłych zadań pomocnika myśliwego. Jednakże u psa nawet najlepiej przygotowanego w jakiejś specjalności prędko wygasają nabyte odruchy, jeśli nie ma częstej okazji do ich utrwalania.

Imię dla psa

Każdy pies powinien mieć swoje imię. O nadawaniu nazw psom rasowym pisałem już, ale często bywają one niewygodne w codziennym użyciu i dlatego właściciele zazwyczaj zmieniają je według swego uznania. Pies oczywiście nie rozumie znaczenia nadanej mu nazwy i dla niego obojętne jest jej brzmienie, nie widzę jednak powodu, dlaczego nie miano by psom nadawać imion polskich i miłych dla ucha. Trzeba posługiwać się imieniem wygodnym w użyciu, nie więcej niż dwusylabowym, spełniającym rolę sygnału orientacyjnego. Trzeba też utrwalić w świadomości psa przeświadczenie, że dźwięk ten jest zapowiedzią czegoś miłego ze strony pana lub też ostrzeżeniem przed jakąś przykrością grożącą skądinąd.